Out of nowhere

by Adam Pluszka


Out of nowhere

There’s this fence along a certain street

and there’s rust, and dirt, and grass that’s gone brown,

and lots of cars spew exhaust fumes there;

between a church and a booth with a sign that says

ENLARGEMENT bindweed’s growing.

 

Today the elderly lady at the kiosk where

we usually buy our breakfast was wanting

a coca cola ice cream. She was disappointed,

she puffed – bending – over the low refrigerator.

Her voice trembled, her speckled hands quivered gently.

She took a Cactus. The ice had to be juicy.

 

On the church notice board a crumbling little note

about escorting our loved ones’ remains, an eternal offer

at the cobbler’s, two heels for the price of one.

Or maybe three for two, I can’t remember.

To someone it probably makes a difference.

© translated by Antonia Lloyd-Jones

Spod ziemi

Jest taki płotek przy pewnej ulicy
i rdza jest, i brud, i brunatna trawa,
i dużo aut właśnie tam spalinami szumi;
między kościołem a małą budką z napisem
POWIĘKSZANIE rośnie powój.
 
Dziś starsza pani w pawilonku, w którym
kupujemy zwykle śniadanie, chciała
loda kokakolowego. Była zawiedziona,
chuchała – pochylona – nad niską lodówką.
Drżał jej głos, cętkowane dłonie trzęsły się lekko.
Wzięła kaktusa. Lód musiał być sokowy.
 
Na kościelnej tablicy zetlały karteluszek
o wyprowadzaniu drogich nam zwłok, u szewca
wieczna promocja, dwa fleki w cenie jednego.
Albo trzy w dwóch, nie pamiętam.
Komuś to pewnie zrobi różnicę.
© Adam Pluszka, Zestaw do besztań (Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, 2014)