Cheers

Four years and five months on I ran into

a girlfriend, whom I’d effectively managed

to avoid until then – she lives a long way off.

 

If it weren’t for the glasses that she’d never worn

before, I wouldn’t have recognized her.

 

Courtesy slickly bedded down between us and the sort of

questions you answer without a second thought.

 

She scanned me as a daytime student looks at the poorly

earning evening students and inquired

 

what’s the news from my, so they say, artistic soul.

 

Just before Chorzów Batory she declared:

writing poetry is so unmanly.

 

I’ll never think of a better punchline.

© translated by Antonia Lloyd-Jones

Cześć, cześć

Po czterech latach i pięciu miesiącach spotkałem
koleżankę, której do tamtej chwili skutecznie
udawało mi się unikać, w końcu mieszka daleko.
 
Gdyby nie okulary, których nigdy wcześniej nie
nosiła, wcale bym jej nie rozpoznał.
 
Gładko ścieliła się między nami kurtuazja i takie
pytania, na które odpowiada się bez namysłu.
 
Spoglądała jak student dzienny patrzy na słabo
zarabiających studentów wieczorowych i spytała,
 
co tam słychać w mojej artystycznej, ponoć, duszy.
 
Tuż przed Chorzowem Batory powiedziała:
pisanie wierszy jest takie niemęskie.
 
Lepszej puenty nie wymyślę.
© Adam Pluszka, z prawa z lewa (Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego, 2000)