Kingdom

heatwave, the twisting river casting up on its bank

playthings entwined in waterweed and the heads of butchered pigs and cows.

Long white teeth brushed by water and gravel.

 

This jetty, the sports ground, a wound greased with lard,

wrapped in a headscarf so the teachers wouldn’t see it.

A speechless old man threatening us with his prosthesis

 

and then that day – the skinny, handicapped boy who clung

to the fence wire, tugging at it and screaming, and his schoolmates

bursting with laughter when he wouldn’t let his mother drag him home.

 

There is no salvation. There are no ways to escape. (Do you remember the story

of a god who devours his guilty or innocent children, of a serpent

that lays an egg on the rocks, from which there emerges

 

a naked man – a stinking drunkard without a conscience?)

Finally they tore him from the wire, his father hauled him to the porch.

The boy was dribbling. He looked as if his mouth were full of goose feathers.

© translated by Antonia Lloyd-Jones

Królestwo

Ten upał, poskręcana rzeka wyrzucająca na brzeg

owinięte roślinami zabawki i łby zarżniętych świń i krów.

Długie zęby wymyte wodą i żwirem.

 

Ten pomost, boisko, rana smarowana sadłem,

owijana chustką, by nie zobaczyli wychowawcy.

Niemy starzec wygrażający nam protezą

 

i tamten dzień – chudy, upośledzony chłopak przywarł

do siatki ogrodzenia, szarpał ją i wrzeszczał, a kumple

pękali ze śmiechu, gdy nie dał się zaciągnąć matce do domu.

 

Nie ma wybawienia. Nie ma ucieczek. (Pamiętasz tę opowieść

o bogu połykającym swoje winne czy niewinne dzieci, o wężu,

znoszącym na kamieniach jajo, z którego wychodzi

 

nagi mężczyzna – cuchnący pijaczyna bez sumienia?)

Oderwali go w końcu od siatki, ojciec zatargał do ganku.

Chłopak ślinił się. Wyglądał jakby miał usta pełne gęsich piór.

© Łukasz Jarosz, Pełna krew (Znak, 2012)