Travel agency

by Krystyna Dąbrowska


Travel agency

I am a travel agency for the dead,

I book them flights to the dreams of the living.

Famous celebrities apply to me, like Heraclitus,

to be able to visit a writer who’s in love with him,

but so do the lesser-known dead – like a farmer from Wasiły village,

wishing to advise his wife on matters of rabbit breeding.

Sometimes several generations of a family charter an airplane

and land on the brow of their final descendant.

I also have dealings with the murdered,

who on regular trips to the dreams of the survivors,

collect up points in a frequent flyer program.

I never deny my services to anyone.

I find them the very best connections

and I reproach myself when a young lover,

to get into his girlfriend’s dream,

must make a transfer in the dream of a snoring crone.

Or when weather conditions force an emergency landing

and the dead man calls me: do something,

I’m stuck in the dream of a terrified child!

Incidents like these mean stress and a challenge

for me, a minor business with major ambitions –

for though I have no access either to the dead men’s world

or into other peoples’ dreams,

thanks to me they come in contact.

© translated by Antonia Lloyd-Jones (courtesy of Wisława Szymborska Foundation)

Biuro podróży

Jestem biurem podróży dla umarłych

organizuję im przeloty do snów żywych.

Zgłaszają się do mnie sławne osobistości, jak Heraklit

żeby odwiedzić zakochanego w nim pisarza

ale i zmarli nie znani szerzej - jak pewien gospodarz ze wsi Wasiły

pragnący doradzić żonie w sprawie hodowli królików.

Czasem wielopokoleniowa rodzina czarteruje samolot

i ląduje na czole ostatniego potomka

mam też do czynienia z zabitymi

którzy, kursując regularnie do snów ocalałych

zbierają punkty w programie frequent flyer.

Nikomu nie odmawiam swoich usług.

Wynajduję jak najlepsze połączenia

i wyrzucam sobie, kiedy młody chłopak

żeby dostać się do snu swojej dziewczyny

musi lecieć z przesiadką w śnie chrapiącej baby.

Albo gdy warunki pogodowe powodują awaryjne lądowanie

i umarły dzwoni: zrób coś

utkwiłem w śnie przerażonego dziecka!

Takie wypadki to stres i wyzwanie

dla mnie, małego biura o dużych ambicjach –

bo chociaż nie mam wstępu ani do świata zmarłych

ani do cudzych snów

dzięki mnie się spotykają.

© Krystyna Dąbrowska, Biuro podróży (Zielona Sowa, 2006)