Names

Summer, season of watermelons.

And your story about them:

childhood, a nursing home

for the incurably sick,

the white cornettes of the Sisters of Charity

sailing along in the garden.

Your grandpa, who ran the home,

grew watermelons in cold frames.

The sisters would come there

to lay claim to the fruits

– as yet under-ripe

on their umbilical stems –

and in careful even letters,

on the melon of her choice,

each would write her name.

Here they had something of their own,

which they jealously guarded.

The watermelons grew, and with them

on the green stripy skins

so did the names, ever bigger.

As if they had broken free

of the nursing nuns,

who wore them modestly like their habits,

and were living a second life

as succulent fruits,

jostling for space among the leaves.

Sometimes the watermelons burst.

A crack ran through the name.

And there inside appeared

the ruby-colored flesh. 

© translated by Antonia Lloyd-Jones (courtesy of Wisława Szymborska Foundation)

Imiona

Lato, sezon arbuzów.

I twoja o nich opowieść:

dzieciństwo, dom opieki

dla nieuleczalnie chorych,

białe kornety szarytek

żeglujące w ogrodzie.

Twój dziadek, dyrektor domu,

hodował arbuzy w inspektach.

Przychodziły tam siostry

zaklepać sobie owoce

– jeszcze niedojrzałe

na pępowinach łodyg –

i każda pisała

starannymi literami

na wybranym arbuzie swoje imię.

Miały tu coś własnego,

czego zazdrośnie strzegły.

Arbuzy rosły, a z nimi

na zielono-pasiastej skórce

imiona, coraz większe.

Jakby się oderwały

od mniszek pielęgniarek,

noszone przez nie skromnie jak habity,

i żyły drugim życiem

soczystych owoców,

rozpychających się wśród liści.

Czasem arbuzy pękały.

Szczelina szła przez imię.

Ukazywał się w środku

rubinowy miąższ.

© Krystyna Dąbrowska, Czas i przesłona (Znak, 2014)